piątek, 3 czerwca 2011

I swear the happiest day of my life is the day that I die




I'm so fucking pissed right now, it's not even funny.
Po prostu kurwa brak mi słów do tego wszystkiego. Do zjebania starosciny mojej kumpeli, która ustala egzaminy w piątek na 14, z niezdecydowania i rozchwiania emocjonalnego facetów, z ich strzelania fochami.
Że to niby my kurwa nie wiemy czego chcemy. Gówno prawda. Ja najpierw dostaję mowę o tym jak bardzo M. jest dalej nieogarnięty, blahblahblahblah, po czy najbana idę płakać w ramię mojemu GBF i jego drugiej połówce. W końcu postanawiam iść do domu, krokiem bardziej niż bardzo chwiejnym, zaliczając mokre podłoże więcej niż raz. Jestem już prawie w domu, kiedy dzwoni telefon. Pierwsza myśl? Skąd posiada mój numer?! Prawdopodobnie nei skasował z zeszłego roku, kiedy to ja pierwszy wracałam pijana do domu i napisał, żeby się upewnić, że dotarłam.
Ja oczywiście zamiast grzecznie iść do łóżka postanawiam wrócić na imprezę, na której byli moi znajomi, a genialny M. wpadł na pomysł, żeby pochodzić po ośrodku i pytać setki ludzi kto z nich zna mnie. Fabulous!
Po czym dowiaduję się o jego chęci pojebania wszystkiego i wyjechania na misję. Bo przecież oczywiście, że wszyscy mają na niego wyjebane i absolutnie nikomu na nim nie zależy. Koleś się zrobił bardziej emo niż ja.
Pomijam gapienie się w moje oczy i inne samozaprzeczające się zachowania. Ja po prostu nie mam kurwa siły, cierpliwość była, ale się skończyła. End of story. Seksu w land roverze nie będzie.

Drugi genialny kolega, z którym stara się mnie wyswatać moja kumpela strzelił dziś fochem, bo podbiegłam do mojego kolejnego GBF, którego nie widziałam chyba od stycznia i rzuciłam mu się na szyję.



Do tego wakacyjnych planów kompletnie brak. 9. lipca planuję imprezę urodzinową zrobić nad jeziorem. Wyjebane mam na sąsiadów. Aczkolwiek na razie znalazłam sobie za to buty, do których mamunia mi się dołoży w ramach prezentu urodzinowego.


Do tego najwyraźniej zostałam z jednym, dodatkowym biletem na Orange Warsaw. Któś chętny? Głównie, żeby ze mną pójść. Pierwszy dzień, płyta. W zamian za nocleg oddam bilet :)

5 komentarze:

Marteniczka on 3 czerwca 2011 21:00 pisze...

A ja mam w sumie same dobre wspomnienia, bo krzywdę to mi zrobił noooo jakby na odległość, no nie ?
Jebać ich wszystkich !!! Wszystkich - każdego z osobna ! mam dość facetów ! Żonatych szczególnie (bo dziś się z jednym takim miziałam :D) ... Boszzzzz...jak ja ich nienawidzę !!! ;p

eM. on 3 czerwca 2011 21:25 pisze...

no wiec moja droga. ateny w porownaniu z innymi krajami sa niestety drogie jesli chodzi o bilety :/
wchodzi w gre lot i lufthansa. norwegian kiedys latal z wawy do aten, ale niestety juz nie.
najlepiej kuppowac jak najwczesniej, albo czekac na cud i jakas promocje ;)
ja latam z gdanska, wiec jesli chodzi o loty mam dosiwdczenie na takiej trasie :)

Marta on 3 czerwca 2011 21:28 pisze...

wybrałabym się ale nie dam rady...pewnie że masz rację faceci strzelają fochy i to jak!

eM. on 4 czerwca 2011 10:38 pisze...

no to najlepiej juz sprawdzaj ceny na stronie lotu, bo wczesniej sa przewaznie tansze :)
co do niebezpieczenstwa.. jest to wielkie miasto, wiec jak wiadomo roznie bywa. wielu obcokrajowcow, ale ja osobiscie czuje sie tu bezpiecznie i na szczescie nie mialam zadnych problemow :)

Ann-Marie on 4 czerwca 2011 21:42 pisze...

nienawidzę facetów, ale to zdaje się mówię już od dobrych kilku lat:P

napiszę maila jutro, promise:*

Prześlij komentarz

 

Ginger-Charlotte Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
Cake Illustration Copyrighted to Clarice