piątek, 17 grudnia 2010

Jared is still fuckhot, especially with blue hair :)



Po koncercie. Olcia chwilowo straciła sens życia. Co do koncertu odczucia mam mieszane. Jared, jak na estradowe zwierzę przystało dał czadu, za to moim zdaniem, nie popisali się organizatorzy. Biletów od miesięcy nie było, a połowa płyty pusta?! Seriously? Alter Art robi open'era i coke'a, a nie może zrobić jednego koncertu? Ehh... Do tego wrzeszczące szestanstki, którym prawdopodobnie bardziej od muzycznego orgazmu jakim jest 30StM w wersji live, wolą jaredowy orgazm. Nie, żebym miała im to za złe, bo w pełni rozumiem potrzeby ich organów rozrodczych, ale pomimo wszystko. Średnia wieku mnie nie zadowoliła. PKP również nie. 90 minut sterczenia na dworcu centralnym nie należy do moich ulubionych zajęć. Siedzenie w przejściu między wagonami również. Jednak byłam mile zaskoczona, kiedy okazało się, że gentalmani jednak istnieją. I to nawet 2 w jednym wagonie. Najpierw jeden łaskawie użyczył mi kawałka swojej torby, bo ja na swojej nie miałam jak usiąść, a potem inny miły pan stwierdził, że on już się nasiedział i żebym się z nim miejscem zamieniła, on sobie teraz postoi.

Dla ciekawych zdjęcia z koncertu na FB.

Mój mini Poland trip zawocował 2 klubowymi spotkaniami. Z Martą w Poznaniu, a potem z Flukiem w stolycy. Nie muszę oczywiście dodawać, że obie są freaking fantastic :) Marta dokładnie taka jaką sobie ją wyobrażałam :):D, a u Fluka zaskoczył mnie jedynie głos. Sama nie wiem czemu :)

Chwilowo, dłuższochwilowo, jeśli mam się wdawać w szczegóły nie posiadam domowego dostępu do internetu. Co sucks balls very much. Więc kradnę internet gdzie mogę. Chwilowo korzystam z przerwy między zajęciami i kradnę uczelniany internet. Stały, domowy dostęp do cywilizacji uzyskam prawdopodobnie już w nowym roku.

Prezenty świąteczne zakupione. Zostało tylko kilka drobiazgów. God bless allegro :)
Continue reading...

czwartek, 9 grudnia 2010

5 fucking days




Nie, żebym liczyła. Plan zasadniczo jest prosty. W sobote rano Charlotte wsiada do pociągu, późnym popłudniem jest w Poznaniu. W niedzielę kawa z Martą :*:*, we wtorek znów pociąg i sruuu do Wawy. Koncercik. Go Jared, go! W środę Fluk na tapecie :P i późnym popłudniem/wieczorem powrót do Krk.

Oprócz tego z nowości. Olcia będzie nianią :) Poor kid :) Będę mindfucking małego od nowego roku. I wygrałam singiel Hurricane! Ha! Suck it up!!!

Mam aparat 5 Mpx, koszulkę 30StM, nocleg w Wawie, więc uważam, że jestem przygotowana do koncertu.

5 dniiii.....
yayayay!!!



Continue reading...

wtorek, 30 listopada 2010

Fuckhot Jared




To tyle co mam do powiedzenia na temat noqwego klipo-filmu.
I nie, nie liczę, ale jeszcze tylko dwa tygodnie!!!

Continue reading...

piątek, 26 listopada 2010

What the fuck is wrong with you people?!




Yep, still shitty.
Oglądam za to namiętnie Supernatural i wszędzie doszukuję się omenów apokalipsy. Sue me. Nie moja wina, że mam bujną wyobraźnię.
Poważnie zastanawiam się nad tym czy by nie zawinąć o Poznań w drodze do Warszawy (tak zdaję sobie sprawę, że to nie po drodze. Fakt, że moja licealna pani profesor od geografii dyktowała nam z rocznika statystycznego 76' ilość wyprodukawnych w tym roku śrubek lewo i prawoskrętnych nie czyni ze mnie geograficznego ignoranta). Jak będę miała kasę i dalej nie będę miała pracy to prawdopodobnie zjawię się w okolicach 11 grudnia. Wiem, że Marta na pewno jest z Poznania. Któraś jeszcze? Jak już robić tournee to po całości. Do szczęścia brakuje mi jeszcze tylko Wrocławia, Gdańska i Białegostoku. Anyway. Jak już będę miała konkrety to dam znać. Jeśli oczywiście będą chętne.

Spadła temperatura a wraz z nią śnieg, co wybitnie mi się nie podoba, bo jestem stworzeniem ciepłolubnym, więc obenie siedzę owinięta w koc z zieloną herbatą w ręku i ogrzewam się ogniami supernaturalnej apokalipsy.

Poza tym. Jestem zła. ok, to nie do końca poza tym, bo zła jestem przez ostatnie pół roku, ale nevermind. Kupiłam wczoraj od gościa aparat na allegro (bo na Jareda potrzebuję aparat do 5 Mpx, ja mam swój chujowy, 4letni, a reszta znajomych ma aparaty koło 7Mpx). Aparacik śliczny, niebieski, używany a owszem. Ale nie w tym sedno. Od dłuższego czasu jak płacę za coś na allegro to jeśli tylko sprzedający ma taką opcję to wysyłam kasę przez "płacę z allegro". Tak też zrobiłam tym razem. I co?
I jestem prawie pewna, że mój sprzedawca jest bezmózgim analfabetą. Nie dość, że jego antyortograficzne maile przyprawiają mnie o palpitacje serca to jeszcze koleś mówi, że w mailu wysyła nr konta, którego to numeru nie ma i jeszcze mówi, że on nie ma opcji "płacę z allegro" i nigdy z niej korzystał, więc czy mogłabym mu wyjaśnić na czym ona polega. Oczywiście wszystko było ujęte w mailu, który raził moje oczy błędami ortograficznymi i brakami znaków interpunkcyjnych, więc cholernie trnudo jest mi się domyślić co też autor miał na myśli. Mam nadzieję, że nie będę musiała interweniować przez allegro, bo 10 grudnia najpóźniej chce mieć ten aparat w moim własnym pokoju. Co by było jasne - dostałam z allegro potwierdzenie, że sprzedawca otrzymał moją wpłatę, więc what the fuck is going on?!


ku poprawie humoru:


Continue reading...

niedziela, 21 listopada 2010

Shitty week, more like shitty last six months.




Oficjalnie ogłaszam tydzień, który właśnie się kończy najgorszym tygodniem ever. We wtorek byłam już chodzącym epickim rowem mariańskim depresji. Dalej było tylko gorzej. W czwartek nastąpił chwilowy wzrost nastroju, jednak piątek ponownie sprowadził mnie w depresyjne kilimandżaro.

Ja się chyba nie nauczę tego, że znajomości zawarte na imprezie nigdy nie wyjdą poza daną imprezę. Choćby nie wiem jak były słodkie, urocze,piękoimienne, wysokie i wielkodłoniaste. Chwilowo jedyne co mi zostało po ostatniej to trzy malinkowe siniaki szyjne, które jak się przyjrzeć układają się w uroczą emotikonkę - :). Ot co, faceta nie zrozumiesz. I przysięgam, że jak od któregoś usłyszę kiedykolwiek, że to kobiety są niezdecydowane to rytualnie oderwę mu kutasa i będę nosiła na szyi jako amulet przed fiutami. Srsly.



Shitowy bilans tygodnia:

1) - 1 kot w obejściu
2) przynajmniej tygodniowy przymus noszenia szalików, golfów lub apaszek
3) ból karku (ja i moje *prawdziwy facet zaczyna się od metra osiemdziesiąt, kiedy ja sama mam ledwo 155*)
4) kryptyczne wiadomości tekstowe przez cały piątek
5) będzie czy nie będzie rzucać nożami pochodzące z klawiatury komórkowej Qtasa
6) Turboblachara, którą nie jestem ja działająca na nerwy każdemu oprócz wcześniej wymienionego Qtasa.
7) kłótnia z sis. Do tej pory nierozwiązana.

Fuck this week. Niech już się skończy. Aczkolwiek kolejny tydzień wcale nie zapowiada się lepiej, ale może obejdzie się bez tak drastycznych okoliczności. Pretty please.
Jedyne co obecnie sprawia, że jeszcze funkcjonuję jest fakt, że wydałam 130 zł na bilet + 50 na nocleg w warszawie (tutaj ponawiam moje zapytanie z poprzedniego posta - Czy którakolwiek z Warszawianek zechciałaby się spotkać z mała krakowianką?) i w zamian za te pieniądze zobaczę 30StM. Halleujah!

Dla niewiedzących - sarkazm jako mechanizm obronny Charlotte jest wszechobecny w tym poście. Sarkazm to jedyne co zawsze mi wychodzi.


Continue reading...

niedziela, 14 listopada 2010

Shitty shit




Nie lubię niedziel.

Zasadniczo nic się nie zmieniło. Dalej dół. Duży.

Btw... do mieszkanek stolycy. 14 -15 grudnia będę w Warszawie. Jakieś spotkanko dears?
Continue reading...

wtorek, 26 października 2010

too pathetic to give a shit



Dalej dół.
Nawet nie cieszy mnie fakt, że prowadzę dosyć ciekawy flirt z kumplem M. z roku, który jednocześnie jest kumplem/sąsiadem Q. Najgorsze, że koleś całkiem fajny, a ja zaczęłam (przez przypadek, aż taką suką nie jestem) z nim znajomość mając w myślach kompletne inne powody na kontynuowanie naszej znajomości niż on.

Od listopada zostaję znów bezrobotna. Intensywnie więc szukam pracy. Na razie byłam na jednej rozmowie. Druga umówiona na sobotę. Nie będę się rozpisywać dlaczego będę jobless again, bo nie ma o czym. Najwyraźniej szefowie mnie nie lubią. Nigdy tylko żadne nie jest w stanie wyjaśnić mi dlaczego.

Do tego mój promotor jest zagorzałym wielbicielem pani Fotygi, co położyło mój temat pracy licencjackiej. Więc muszę znaleźć nowy.

Skończyły mi się odcinki TBBT i muszę czekać na nowe. Me not likey. Wczorajszy odcinek Gossip girl mnie przytłoczył emocjonalnie. Za dużo się dzieje jak dla mnie. Too much shit at once.

Więc dołuję się Kings of Leon, Coldplay'em i White Lies.

Chryste.
Jaka ja jestem żałosna...
Continue reading...

niedziela, 17 października 2010

same old shit



Żyję, mam się...

nie najlepiej. Jeśli mam być szczera. Chwilowy dół, sama nie wiem kiedy zamienił się w 6miesięczny emonastrój, z małymi przerwami. Nie będę się nad tym rozpisywać.

Mam za to nowy serial i właśnie czekam aż odzyskam limit na MV. Srsly... wygrzebałam z listy "to watch" chyba wszystkie seriale komediowe, bo sama nie wiem już czym poprawiać sobie humor. Dosyc radykalna zmiana fryzury pomogła w stopniu średnim. Oprócz maniakalnej obsesji Big Bang Theory zaczytuję się w serii "in Death" (to właśnie jak robię jak na ekranie mojego komputera pojawia się wybitnie irytujący napis "you have watched..." dlatego też Junior ściąga mi kolejny sezon, żebym nie musiała się użerać z tym gównem).

Jak widzicie powoli staję się socjopatą. Ludzie mnie wkurwiają. Większość przynajmniej, a mi nawet nie chcę się im dokuczać. Bad sign. Czekam na kogoś kto wyciągnie mnie z mojej socjopatycznej mielizny. Ale chyba sobie poczekam.

Poluję też na worker boots, ale nie zamierzam na nie wydawać 100 zł na allegro. Helloł. Allegro jest po to, żeby kupować taniej. Pffff.... Myślałam o tym, żeby poszukać na ebay'u z free shipping, ale aukcje z free shipping dostarczane są jakimś super mega w chuj wolnym statkiem z Chin czy innego kraju, który teoretycznie, według nazwy kierunku studiów, na które właśnie uczęszczam, powinnam się interesować, więc zapewne moje wymarzone na teraz buty doszłyby na wrzesień 2014.

The end.


Continue reading...

wtorek, 5 października 2010

some ramblings...



Long time, no see.
Nic ciekawego się nie dzieje, więc nie piszę. Moja podświadomość tylko mąci mi w głowie, a siła woli jest większa niż się spodziewałam.

Powrót na uczelnię? Bez rewelacji. Znów te same ryje... Poprawiam za to maturę. Złożyłam deklarację. Poprawiam polski i piszę angielski. Pierwotnie zdawałam niemiecki... planuje się dostać na coś związanego z Rosją. Co dokładnie, pożyjemy, zobaczymy. Najpierw muszę napisać licencjat.

Oprócz tego chciałam oddać krew. Po raz pierwszy. Mam wybitnie rzadką grupę krwi i wreszcie znalazłam czas. I co? I dupa. Pani mi powiedziała, że mam za mało krwinek czerwonych i dupa blada.

Oprócz tego... oprócz tego nic. Planuję kupić karnet na basen.

nie, nie mam weny na więcej.
Jutro umówiłam się na browar. Ha!
I miałam chwilowy skok samooceny w górę. Chwilowy. Sighhhh
Continue reading...

sobota, 18 września 2010

The fuck is back


Kurwa.

Shit lub fuck. Jak kto woli.

Buzuje.

Mam ochotę iść/jechać i wykrzyczeć mu wszystko co o nim myślę.
Prędzej czy później będę miała okazję. Chwilowo jestem zła.
Wściekła na niego, że zachował się jak skończony gówniarz. Wkurwiona na siebie, że byłam durna i miałam go za zupełnie innego faceta, niż okazał się być.

Bo mam ciężki charakter.

Pathetic.
Nie wiem czy bardziej ja czy on. nieważne. Smutno. Przykro. Żałośnie.






Nominowana przez Martynę:
1. Closer to the Edge - 30 Seconds to Mars
2. Hysteria - Muse
3. lying is the most fun a girl can have without taking her clothes off - Panic! at the Disco
4. Dog Days Are Over - Florence & The Machine
5. The Fantasy - 30 Seconds to Mars
6. Czas by świecić - Ras Luta
7. Uprising - Muse
8. Let it rock - Kevin Rudolf
9. Rehab - Amy Winehouse
10. The river - Good Charlotte

Niekoniecznie w takiej kolejności i na pewno nie wszystko. To, co przyszło mi do głowy akurat. Zawsze narzekam, że mam za mało pamięci na moim Ipodzie :P

no to dalej Anna Maria i Fluk, jak się zjawi, chociaż pewnie były już nominowane.
Continue reading...

wtorek, 14 września 2010

WTF..?



What the fuck is wrong with me?
Nie mam ochoty pisać nic więcej. Od mojego wczorajszego pojebanego snu popierdoliło mi się w mojej głowie jeszcze bardziej.
Nie chce mi się nic. Spać, jeść, myśleć.

Kurwa.
Paskudne pory roku się zbliżają i zwalmy fakt mojego niedojebania emocjonalno-fizycznego na to właśnie.
I na przemęczenie. Must.Not.Forget.About.Overworking.
Continue reading...

wtorek, 7 września 2010

One day maybe we'll make it ;)


Ok, ok.
Jestem, żyję i wyjątkowo mam się czym chwalić.
Po pierwsze - dosłownie przed 5 minutami kupiłam bilety na koncert 30 seconds to mars. Zła jestem, bo nie ma już biletów na płycie i zamówiłam bilety na miejscach siedzących. Cóż. Jared to Jared, obojętne czy na siedząco czy stojąco.
Tutaj też chciałam ponowić pytanie/prośbę do warszawianek klubowych - ma któraś miejsce na podłodze/pod szafką/komórce pod schodami, na złożenie dwóch zmęczonych ciał? 14/15 grudnia of course... bo jedzie ze mną znajoma z Poznania. Byłabym wdzięczna jakby mnie któraś przygarnęła ;)



Po drugie - mam nową pracę. Jestem po 2 zmianach na razie, ale od października zaczynam już pracę normalnie. We wrześniu będę miała niewiele zmian, więc pracuję i w nowej i w starej pracy. Zapytacie pewnie jaka praca? Ano przede wszystkim lepiej płatna. Prawie dwa razy więcej jeśli chodzi o stawkę za godzinę. Zakres obowiązków. Wszystko praktycznie. Recepcja, śniadania i sprzątanie pokoi. Hotelik niewielki, więc bez spinki...







Continue reading...

czwartek, 26 sierpnia 2010

I po CMLF...


Ok. Czas na małe sprawozdanie. Jak się zapewne większość domyśla na Coke'u było genialnie, fantastycznie itp. Nie mam słów na koncert 30 Seconds to Mars i Muse. Już nie mogę się doczekać przyszłorocznej edycji. Liczę, że będzie równie dobrze. Jared nam obiecał, że w grudniu będą w Polsce. I dziś właśnie na alterart ogłosili. 14. grudnia. Warszawa. (Btw, czy któraś nie chciałaby wtedy przenocować mnie i prawdopodobnie mojej kumpeli z Poznania?) Nie ma innej opcji. Charlotte jedzie na koncert. Po tym co zobaczyłam na żywo na coke'u nie wyobrażam sobie NIE jechać! Kasę choćbym miała wyskrobać z piekieł to wynajdę! Matka już na mnie krzywo patrzy, ale mam to gdzieś. Za nic nie przegapię Jareda.

Większość z Was już widziała zdjęcia na FB, więc tu wrzucę tylko kilka. Fakt, że aparat musiał mieć mniej niz 5 mln pix niestety jest wybitnie widoczny na zdjęciach!







Żeby nie było. Video też!

video
Continue reading...

czwartek, 19 sierpnia 2010

Tiruriu


Tiiii hiiiii. Jutro Coke!!! nananana. Właśnie siedzę z farbą na łbie, zastanawiam się co zabrać (bo na dwa dni wyprowadzam się do ciotki, co by mieć bliżej :P taaaa, niby tuż pod Krakowem mieszkam, ale ciotka praktycznie dwa przystanki dalej, więc ładnie poprosiłam i mam nocleg, uwielbiam fakt, że moja rodzina mnie ubóstwia, dlaczego... nie mam pojęcia) ze sobą. Converse oczywiście must be! I jak na razie tylko obuwie pewne... Zrobiłam nawet tartę cytrynową, co by do ciotencji z pustymi łapskami nie przychodzić. Wystarczy, że będę aromatyzowana domestosem, bo tuż po pracy jadę. Prysznic już zamówiony :D

Posrana sytuacja dalej nie rozwiązana, ja udaje, że nic się nie stało, tak jak świadkowie. Samego sprawcy lub też jak kto woli wspólnika w przestępstwie nie było mi dane jeszcze oglądać. Na razie ciesze się nadchodzącymi dniami. W pracy w weekend będzie zapierdol, więc cieszy mnie niezmiernie, że będę nieobecna. Wczoraj przyjechały już chyba dwa pokoje na CMLF. Eh.... Jaką jeden chłop ma zajebistą dziarę. Prawie się pośliniłam :P Cosik jeszcze miałam dodać, ale kołkowa ekscytacja sięga zenitu i negatywnie rzutuje na pracę komórek myślowych. AAAAAA! Muszę zlokalizować aparat!!






sue me.
Continue reading...

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

O moim ukrytym talencie, który wcale nie jest ukryty ...



Mały update.

Oficjalnie stwierdzam, że jestem mistrzynią Polski, Europy a nawet świata w wpierdalaniu się w popierdolone układy/sytuacje/akcje z płcią przeciwną. Gdybym jakimś cudem była lesbijką, zapewne moje zdolności byłyby takie same, dotyczyłby jednak tej samej, a nie przeciwnej płci.

Od czwartku czułam i widziałam. Ale czy coś z tym zrobiłam. Absolutnie nic. Więc w piątek się wjebałam w sam środek przepastnego, metaforycznego toytoy'a. Sooo me. I teraz się męczę, bo wcale tego nie chciałam. W. jest w 100 odcieniach nieodpowiedni dla mnie. Ale ja musiałam wlać w piątek siebie ocean alkoholu i jakiś hindus musiał próbować mnie poderwać. Ile jeszcze razy się wdupce w coś posranego? Ano zapewne wiele.
Jak na razie przy życiu trzyma mnie jedynie fakt, że już w piątek jest Coke. Reszte planuje mieć serdecznie w dupie.

Ps. Wymyśliłam wreszcie mój tatuaż. Teraz tylko zebrać pieniądze na realizację. Ale najpierw muszę znaleźć nową pracę, bo po pierwsze średnio widzę wygospodarowanie większej sumy pieniędzy z tych drobnych, które nazwane są wypłatą, po drugie mamit najpierw dostanie zawału serca, a następnie wyrzuci mnie z domu :)
Continue reading...

wtorek, 10 sierpnia 2010

some planing to do, some clothes to buy, some dying to do :)




Jest już cały program na CMLF. Ehhh, chyba będę musiała się sklonować :P btw, któraś z Was się może wybiera? To po pierwsze, po drugie - planuje sobie jeszcze jakieś mini wakacje we wrześniu. 2/3 dni we Wrocławiu i tyle samo w Poznaniu. Co z tego wyjdzie na razie nie wiadomo. Wrocław bardziej pewny. Wszystko jeszcze w fazie planów początkowych.

Jutro znów do pracy, ogłoszeń żadnych nie ma, a przynajmniej nie ma takich, które by mnie interesowały. Dziękuję swojej inteligencji, że nie mam żadnych egzaminów na wrzesień, bo wśród moich znajomych już powoli zaczyna się gorączka kampanii wrześniowej. Ja mam święty spokój i prawie 2 miesiące wakacji :)

Poważnie zastanawiam się też nad zmianą telefonu. Moja półroczna nokia zaczyna mi działać na nerwy. Ekrany dotykowe nie są jednak idealną parą dla mojej cierpliwości. Jutro przejdę się do komisu i zobaczę co powiedzą na wymianę. Mam kilka aparatów na oku, ale pożyjemy, zobaczymy.

Tymczasem chwalę się też moim, jesiennym już zakupem (jeszcze nie doszedł, co prawda, ale nic to ) i zafarbowałam włosy. Dalej rude, ale jakoś mnie wzięło na robienie zdjęć :)

Continue reading...

niedziela, 8 sierpnia 2010

Mam to się jaram :)


Pisze, co by się pochwalić nowym cackiem. Chciałam zrobić format na moim starym shitptopie, ale okazało się, że CD odmówił posłuszeństwa i z formatu nici, no chyba, że wyczarowałabym wolne 200 zł na nowy CD-ROM, albo chociaż 100 zł na wymienienie na jakiś z uzywanego kompa. Podziękowałam za ładowanie w złom cyfry z dwoma zerami na końcu. Po krótkiej konsultacji z ojcem wsiedliśmy w samochód i viola!

Więc na razie jaram się nowym sprzętem, chodzę do pracy (grafik na szczęście mam na cały miesiąc), planuję co zrobić dalej ze swoim życiem. Na razie czekam na piątek, bo obiecana impreza nie wypaliła, może za kilka dni się uda. A za dwa tygodnie CMLF :D
Continue reading...

wtorek, 3 sierpnia 2010

Charlotte is back ;)


Charlotte is back. Wypoczęta, ale tak tylko mniej więcej. Zbyt duże ilości alkoholu nie wpływają pozytywnie na stan relaksu.

W dużym skrócie - M. nie było, co oznacza prawie totalny brak interakcji z płcią przeciwną. M. siedzi/ał w Barcelonie, ale z tego co wiem to jakoś na dniach miał wracać. Anyway. Pijana Charlotte to głośna Charlotte, a do tego fuckwielkie ilości alkoholu pochłaniane przez mój krwiobieg powodują brak filtra na trasie mózg - usta. Co zaowocowała grupową dyskusją na temat spotkania moich dolnych części ciała z dolnymi częściami ciała M. Nie, M. jak wspominałam nie było przy tej dyskusji. W sumie to mam na to wyjebane ;).

Drugi problem K. Seriously, chłop ma jakąś zaporę mózgową. Nie dochodzi do niego NIE! Po raz bazilionowy próbował mnie przekonać do sexu. Po raz trzeci, żeby było między nami coś więcej niż kumpel-kumpela. Over my dead body. Do tego dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy na jego temat. Z kilku różnych źródeł. W sumie powinnam się była tego domyślić, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że poziom jego paranoi jest aż tak wysoki. Okazało się, K. przypierdolił mocnym fochem, kiedy to ja i M. (jego do chuja świętego przyjaciel!) bawiliśmy się w doktora na imprezie. Po prostu świetnie! Okazało się również, że wcale nie byliśmy z M. aż tak sprytni jak to nam się po pijaku wydawało :P Ale nevermind.

Wakacje, jak to wakacje nie mogą obejść się bez jakiegoś really fuckery z mojej strony. Do mojego W. przyjachała jego kumpela, z którą ja strasznie się lubię, ale jakoś nigdy nie mamy okazji się zobaczyć. Przeważnie widzimy się na imprezach naszych wspólnych znajomych. Wszystko byłoby w porządku, gdyby E. nie przyjechała ze swoimi znajomymi. Właściciel i DJ klubu, w którym kiedyś pracowała. Aż mi się wierzyć nie chce, że ktoś kto ma na głowie cały klub ma w niej aż taką próżnię i naprawdę myśli, że zaimponuje mi sam ten fakt. Taaa, ale przynajmniej mam darmowe drinki i miał mnie kto odprowadzić do domu, bo jak się domyślacie ledwo się na nogach trzymałam. Nie, żeby to dziwne było.

Zapewne jeszcze coś chciałam napisać, ale jak zawsze wyleciało mi z głowy.

Żeby nie było, że żłopałam alkohol całe dwa tygodnie to macie dowody, że wypoczywałam na łonie natury - motylek, i tak ta kłoda, na której owy motyl spoczywa to moja prawa kończyna dolna ;)



i sikorek, który stwierdził,, że spanie pod dachem jest o wiele lepsze od spania na deszczu ;)



a tu nie pamiętam czy starałam się uchwycić dwa dzięcioły czy dwie wiewióry ;)

Continue reading...

piątek, 16 lipca 2010

Adiosssss :)





Ok, żeby nie było. Upał mnie męczy, więc sam fakt, że wpis jest powinien wprawić Was w zdumienie. A tak srsly, to jutro wyjeżdżam i przez 2 tygodnie będę bezinternetowa (o tyle o ile, bo mam neta w telefonie :P) Rożnów wita (foto wyżej, domek Charlotte gdzieś po prawej stronie obrazka :P kawałek dachu, to pośrednio własność mojej eks przyjaciółki, jakkolwiek beznadziejnie to brzmi, bo co jak co, ale wierzę, że jak przyjaźń to po kres, więc jak się domyślacie historia jest fuckdługa :P) Zapowiada się ciekawie. Pierwszy tydzień pełen relaks, filmy, książki i święty spokój. Drugi tydzień już prawdopodobnie do spokojnych nie będzie należał. Przyjeżdża W. Będzie miał łódkę, więc żagle w górę, ahoj! W związku z przyjazdem (na tydzień) W. moja wątroba wpadła w panikę. Ja już sobie wyobrażam te ilości alkoholu, które w siebie wlejemy. Fakt, że W. dalej nie usłyszał "Q - the full fuckery. Unedited." aż prosi się o litr martini i połówkę. Taka nasza tradycja, że musimy zapić którąś naszą niespełnioną miłość (używam tu tego słowa wyjątkowo, jak na mnie, luźno). Może wpadną w międzyczasie inni znajomi. Się okaże.

Właśnie do mnie doszło, że nie chwaliłam się urodzinowymi prezentami. O dziwo, kabel od telefonu nie jest nawet MIA, więc macie niepowtarzalną szansę :P

1)Kwiotki:
- od wuja

- od kolegi z pracy, który samym gestem zrobił mi wielką niespodziankę :)

2) na własne życzenie, 2 pierwsze Twilighty, in inglisz :)


3)bransoletki. Śliczne, prawda? ;)


4) wspomniane wcześniej Martini


5)trochę kasy, za którą kupiłam już karnet na Coke Music Life Festival. Hello Muse, Hello 30 Seconds to Mars :) Can't wait :)



Aaaa, i sis w ramach prezentu urodzinowego wzięła mnie Shreka do kina, szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego, a tak w skali od 1 - 5 ledwie 3,75. Przed seanse nie mogłam się powstrzymać i kupiłam kubek. Sue me :P

Oprócz tego mój Edward nie jest już prawdziwym kocurem. We wtorek został oficjalnie kastratem. Biedactwo, cały wieczór było naćpane :P Dalej jednak niewymownie drze ryja jak czegoś chce. Przeważnie żreć :P


Ok, koniec pierdolenia. Życzcie Charlotte miłych wakacji :P


Continue reading...

środa, 7 lipca 2010

some bitching



Będzie trochę poetycko, bo czuje się jakbym wpadła w niebyt. Srsly, nie wiem co jest ze mną nie tak przez ostatnie kilka tygodni. Mam wyjebane na wszystko. No, na prawie wszystko. Do soboty mam wolne, więc odpoczywam, odsypiam i cholera jedna wie co jeszcze. Nie dzieje się zupełnie nic, więc potrzebuję pilnie drugiej połowy lipca. Potrzebuję wyjechać z Krakowa, bo chociaż kocham to miasto, to muszę kurwa się stąd wynieść raz na jakiś czas.

O meczu Charlotte wypowiadać się nie będzie, bo ją krew zalewa. O Eclipse a owszem, wypowiem się, ale wszyscy wiedzą jakie moje zdanie będzie :P Tak, oczywiście, że mi się podobało. Zapewne wybiorę się jeszcze raz, żeby na spokojnie obejrzeć, bez śmierdzącej laski obok mnie, która prawdopodobnie miała okres, a przynajmniej tak twierdzi mój zmysł węchu, nie wiedziała kompletnie o co chodzi (tutaj chciałabym wtrącić "Drogie nastolatki, książki nie gryzą, nie kopią ani nie szarpią za włosy [chyba, że jakąś książkę poleca Hagrid, ale nie sądzę, żeby ci nieczytający dopatrzyli się tutaj odwołania] dlatego bardzo proszę, zacznijcie czytać, nawet jeśli jest pozycja zawierająca 30 stron. I nie, instrukcja obsługi nowego mp3 nie zalicza się do książek." Amen) w całej sadze (bo jak już się domyśliłyście, nie czyta KSIĄŻEK!!!), więc co chwilę pytała koleżanki obok co będzie dalej. Pomijając fakt, że żadna z nich nie wiedziała czy film już się zaczął czy nie. Dopiero moje dosyć głośne "Tak, kurwa, już się zaczęło", które było poprzedzonymi cichszymi i mniej wulgarnymi aluzjami, że TO już film a nie zwiastun, je uciszyło. Na całe 10 min, bo potem musiałam kilka razy przymykać gówniarę, w połowie filmu wystarczyło już, że lekko przechyliłam głowę w jej stronę, od razu cichła. Lubię wiedzieć, że niektórzy się mnie boją :)

Zastanawiam się nad kolejnym kolczykiem. Ale na razie muszę przetrwać do września, bo z kasą będzie kiepściasto wybitnie, więc prawdopodobnie sprawię sobie go na gwiazdkę :P

I naprawdę genialny cover:



And btw - Go Spain ;)
Continue reading...

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Fuck yeah, fuck you, fuck yeah!


Sesja oficjalnie zakończyła swoją działalność anno domini 2009/2010. Zakończyła porażką, gdyż ani pół egzaminu nie mam na wrzesień. Ale, że problemy bez Charlotte żyć nie mogą to znalazły się inne zmartwienia.
Moja menadżerka świruje. Nie, żeby to było coś nowego, ale tym razem ze mną ma jakiś problem. Nikt nie wie jaki, ja podejrzewam, że taki, że wreszcie do niej doszło, że jestem raczej lubiana, nawet przez bezmózgą właścicielkę naszego przybytku. A jak widać zagrożenie to najlepiej się pozbyć. Mam umowę do końca czerwca. Ostatnia, 3 miesięczna skończyła mi się w maju, więc spodziewałam się nowej też na 3 miesiące. buba. Na miesiąc. Bo będziemy coś zmieniać w treści umowy Taaaa, nazwisko moje chyba, na kogoś innego. Trudno. Nie zamierzam tej jebniętej laski błagać o pracę. Zaczęłam już szukać nowej. Jutro idę na rozmowę. Zobaczymy jak mi pójdzie. O 15:30 proszę o trzymanie kciuków.
W sumie to może nawet lepiej, że zaczęłam się bać o obecną pracę. Mam dwa języki, do cholery jasnej, szkoda, żeby mój fuckawesome angielski nie miał żadnego użytku. Poza tym praca od września, cały czas za tą samą (marną) stawkę?! Nie jest to najlepszy system motywacji pracowników z jakim się spotkałam. Więc fuck you J. Fuck you very much.
Czy oprócz tego coś ciekawego?
No nie bardzo. O swoim życiu towarzysko-płciowym nawet wypowiadać się nie będę, bo to przeciez jakiś dramat na patyku jest. Jutro za to odreaguję, bo toż to przeciez już wtorek :D 19:00 Twilight, 21:30 New Moon, 00:05 ECLIPSE. Fuck yeah! :D nie mogę się doczekać walki z newborns. Poza tym, na ładne volvo zawsze fajnie popatrzeć :)
Continue reading...

wtorek, 22 czerwca 2010

bajka o posprzątanym pokoju i innych uciechach Charlotte


Oł yeah, możecie być ze mnie dumne. Olcia zrobiła porządek w pokoju. Kosztowało mnie to co prawda 3 h, 2 siniaki i kilka zadrapań, ale dałam radę :) Znalazłam między innymi kabel od telefonu, który przez ostatnie tygodnie był MIA. Będą więc zdjęcia :)


Da daaaaaaaaaaaaam. Torebka od Martyny. Jest genialna (i torebka i Martyna :P), idealnie mieszczą się fajki, telefon, trochę kasy (bo o zmieszczeniu mojego portfela do jakiejkolwiek torebki, która jest mniejsza niż te mieszczące A4, mogę zapomnieć :P), dokumenty i dowód rejestracyjny. Innymi słowy - moja nowa ulubiona torebka. Jeszcze raz dzięki. I heart U ;) Conversy też są. Przyszły wczoraj, jeszcze nie miałam okazji ich założyć. Widać, że używane, ale to nawet lepiej, bo przynajmniej emitują klimatem. Jakbym chciała nowe, to nie dość, że musiałabym znaleźć (chyba kurwa na ulicy, bo na pewno nie w moim portfelu) na nie 150 zł, to jeszcze trzeba było czasu, żeby się znosiły, a co za tym idzie dojrzały do takiego look'u o jaki mi chodzi. A tak mam buty i look w wybitnie nie wygórowanej cenie 42 zł (razem z przesyłką :P) Allegro, marry me ;)



Oprócz tego klepię biedę, gdyż, o czym już wspominałam, pierwszy zakup jakiego dokonałam po wpłynięciu tej śmiesznej sumy pieniędzy, jaką nazywam wypłatą, opiewał na 160 zł i jak widać to jeszcze nie koniec wydatków związanych z tym wydarzeniem. Bilety to dopiero początek. Bo przecież do Łodzi dojechać trzeba (dalej czekam aż jakiś smartass wynajdzie w końcu teleportację :P), koszulką przecież też muszę kupić, bo jak mam jechać na mecz i wrócić bez koszulki. Nah, nah, nah. No way! Niektóre pewnie wiedzą, że ostatnio wygraliśmy z Kubańczykami do pięknego, okrągłego, cudownego 0, więc liczę, że w Łodzi też wygramy, aczkolwiek chciałabym mecz czterosetowy, bo szybki 3:0 satysfakcjonuje moją kibicowską macicę tylko i wyłącznie w TV.

Jeśli myślicie, że na tym moje biletowe wydatki się skończyły, to jesteście w błędzie. Jak tylko znalazłam chwilę czasu, udałam się do mojego ulubionego krakowskiego kina o wdzięcznej (i jakże krakowskiej) nazwie 'Kijów', w celu wydania kolejnej kwoty z moich marnych dochodów. Bileciki na maraton, który odbędzie się za równiutki tydzień i jakieś 6 h odpoczywają bezpiecznie w mojej magicznej szufladzie. Prezentuje wam tylko 1/3 biletów, bo przecież to ta najważniejsza :)) Sasasasasas. Jeszcze tylko tydzień!
Continue reading...
 

Ginger-Charlotte Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
Cake Illustration Copyrighted to Clarice