poniedziałek, 12 grudnia 2011

It's the smallest things that make your ego this fucking big







Co mnie za depresja dopadła to jest niewiarygodne. Snuję się po domu, najchętniej bym z niego nie wychodziła, tylko zapadła w jesienno-zimowy książkowy sen i obudziła się pod koniec czerwca, co by skoczyć na openera, redhotów, orange warsaw i kilka innych festiwali. Zasadniczo to bym się nie obraziła tez jakby w międzyczasie pojawiał się londyński książę z bajki, wsadził mnie do samolotu (wybredna nie będę ryanair wystarczy), kupił bilet na jeden z brytyjskich festiwali i razem ze mną taplał się w błocie. Po czym ja zostałabym angielską Rachel Zoe, a szanowny książę mógłby być dyrektorem artystycznym wielkiej agencji organizującej koncerty. Tak właśnie oto wygląda życie w mojej głowie, kiedy muszę się uczyć. Snuję pokurwione plany, maluję paznokcie, przemeblowywuję pokój, nadrabiam zaległości książkowe i planuję niedoszła karierę w świecie mody.


Świadomość przygnębienia spadła na mnie dokładnie 8 grudnia w okolicach godziny 5:30, kiedy to musiałam pożegnac się z 30stm i to nie wiadomo czy nie na zawsze. 5 godzin live streamingu, genialny koncert. Niewiele z Was wie, o ile w ogóle któraś wie, że moja miłość do tego zespołu nie jest spowodowana ani Hello-I'm gonna-look-like-20-years-old-for-the-rest-of-my-life Jaredem, ani cudnym Shannonem, ani pokręconym Tomo. Ludzie czasem się śmieją, kiedy słyszą, że muzyka ratuję życia. Moje uratowała, dlatego tak kiepsko reaguję, kiedy ktoś robi sobie żarty z 30stm. Mam ochotę wstać i powiedzieć, że gdyby nie oni mnie i zapewne kilku innych osób by nie było, a na pewno nie byłabym taka jaka jestem teraz.



(zabawa dla Was - szukamy polskie flagi na obrazku powyżej)

Do tego doszłam do wniosku, że moja eks przyjaciółka jest mega, mega, mega suczą. Jak po tym jak nasza znajomość się skończyła ona może zadzwonić do mojego ojca i prosić o jazdy doszkalające (doskonale zdając sobie sprawę, że tata nie weźmie od niej ani grosza), a na pytanie dlaczego już się nie widujemy, odpowiedzieć, tak się jakoś rozeszło... Tak się jakoś rozeszło my ass, mam nadzieję, że nigdy się nie spotkamy, bo jestem coraz bardziej rozgoryczona, a poziom mojego rozgoryczenia zasadniczo wpływa na poziom mojej wredoty i chamstwa.


Odwlekam nieuniknione. Muszę w końcu zasiąść do nauki, co wcale, ale to wcale mi się nie podoba. Teoretycznie lubię się uczyć, ale nie jak mnie coś do tego zmusza. Grrr, pociągnę tylko ten jebany semestr, podbiję legitymacje na następny i adios ciemiężcy mego umysłu!!!


14 komentarze:

Marteniczka on 12 grudnia 2011 17:34 pisze...

A ja tam się nie wstydzę,że oprócz muzyki kręci mnie Jared, na którego widok mam mokro :DDD a co ! wolno mi ! co prawda nie piszczę na Jego widok ... ale no ...wiadomo o co chodzi !
hmmm ... baby to z reguły wredne sucze ! tak już chyba jesteśmy zaprogramowane. dlatego czasami chciałabym być facetem !
nie daj się sesji ! mądra z Ciebie bestia ! :***

Martyna on 12 grudnia 2011 17:41 pisze...

Ta Twoja "przyjaciółka"ma tupet,ehhh:/

amolko1 on 12 grudnia 2011 17:44 pisze...

Szkoda czasu na takie znajomości! I dobrze, że sucz sobie poszła w cholerę.

amolko1 on 12 grudnia 2011 17:55 pisze...

Bardzo słusznie! Ja też jakiś czas temu zrobiłam taki remanent w znajomych, większość nie przeszła selekcji:) Serio, szkoda energii.

Martyna on 12 grudnia 2011 18:08 pisze...

Nie przejmuj się,nie warto:)
Olcia,co teraz oglądasz???Ja skończyłam "Chirurgów"i się zastanawiam co dalej:D

eM. on 12 grudnia 2011 18:19 pisze...

ja bym tate tak przekrecila,zeby wzial od niej kase za te jazdy!

Martyna on 12 grudnia 2011 18:19 pisze...

Ooo,to chyba jakieś nowe,bo nie znam:)Zastanawiałam się nad "Prywatną praktyką",widziałaś??

eM. on 12 grudnia 2011 18:25 pisze...

to powiedz tacie,ze to jest sucz,a to co bylo to minelo i zeby sie nei cackal ;)

Martyna on 12 grudnia 2011 18:29 pisze...

Ja może jednak sprawdzę:)Jak Adison pojawiła się w "Chirurgach" to miałam ochotę ją udusić,ale później bardzo ją polubiłam:)

Martyna on 12 grudnia 2011 19:03 pisze...

Polubiłam ją dokładnie w tym samym momencie,hehe:D
Ale nic się nie martw co do MerDer-wszystko będzie dobrze,jak zawsze:)W siódmej serii nie mieli problemów ze sobą,więc sama rozumiesz:)

Atrevete on 12 grudnia 2011 19:58 pisze...

muzyka może uratować czyjeś życie, ale może je także totalnie zniszczyć...
Mój EX zaszczepił we mnie miłość do pewnego zespołu, która zakończyła się w chwili rozpadu naszego "związku". Nadal lubię tę samą muzykę, ale jak słucham niektórych kawałków, to i tak przypominam sobie o tamtym kretynie i natychmiast przestają mi się podobać/ Na przykłąd The Kooks - uwielbiam i nienawidzę jednocześnie :-/

O co chodzi z tym pożegnaniem z 30stm?

Słuchałaś O. Livki, o której pisałam w ostatnim wpisie? "Tennis rackets"? Ta piosenka wzbudza we mnie jakieś dzikie emocje, za każdym razem :D

--------

Fajną miałaś "koleżankę"...

Martyna on 12 grudnia 2011 20:41 pisze...

Ja wiem,ale coś dziać się musi,więc musi coś tam shonda kombinować:)Ale masz rację-rozwalenie związku małej Grey z Markiem to już była przesada:/I to gruba:/

izi on 12 grudnia 2011 21:17 pisze...

Flaga Polski- trzecia od lewej:D

Martyna on 13 grudnia 2011 19:28 pisze...

Jackson jest uroczy,ale nie pasuje do Lexie,choćby nie wiem jak chciał:)Wydaje mi się,że będzie dobrze z Małą Grey i Markiem:D

Prześlij komentarz

 

Ginger-Charlotte Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
Cake Illustration Copyrighted to Clarice