środa, 2 listopada 2011

Counting the days, countin minutes. Big bang Mars is coming to the town!!!!




Dum, dum, dum... Słyszycie? Nie? Toż to zbliża się najpiękniejszy dzień w tym roku - 8. listopada :) To już ten moment, w którym dopada mnie koncertowe ADHD. Nie mogę usiedzieć w miejscu, w słuchawkach nieustannie leci to, co za kilka dni będę mogła usłyszeć w wersji live, planuję, robię koszulkę, zbieram na paliwo :) Na szczęście udało mi się znaleźć dwie dodatkowe osoby do auta, więc koszt spadł z jakiś 80 do 40 zł. Nawet nie wiecie jak się cieszę. Za każdym razem jak tylko pomyślę o tym to gęba się cieszy, ludzie dziwnie się na mnie patrzą, a ja mam to wszystko gdzieś. Za 6 dni koncert :D


Oprócz tego w sumie nic ciekawego; uczelnia, praca, rosyjski, uczelnia, praca, rosyjski, czasem spanie. Welcome to my world. Aczkolwiek mam za to wrażenie, że w ciągu miesiąca nauczyłam się więcej rosyjskiego niż przez (teoretycznie) 2 lata nauki arabskiego. Fakt, w ciągu miesiąca więcej czasu spędziłam na zajęciach z rosyjskiego niż na arabskim w ciągu tych dwóch lat. Jakby było mało, stojąc sobie spokojnie pod moim fanstatycznym i nowoczesnym (insert sarcasm & irony here) i paląc papierosa natknęłam się na nikogo innego jak mojego gościa właśnie od arabskiego. Co on tam robił, nie mam pojęcia, bo filologia orientalna jest zupełnie gdzie indziej niż ta wschodniosłowiańska. Pomijam fakt, że to on pierwszy mnie zauważył i grzecznie się przywitał (jakim cudem on mnie poznał, skoro byłam na zajęciach jakieś 8 razy, w tym 6 razy na "zaliczeniu"). Pogadaliśmy, w sumie bardziej jak znajomi niż wykładowca i student, po czym zakazał mi zwracać się do niego panie doktorze - "Sebastian jestem, a ty już u mnie nie studiujesz". Gdyby nie fakt, że uczy takiego porąbanego języka to mogłabym go nawet polubić :)

Chwilowo też użeram się w pracy z grupą szwedzkich nastolatków i zabijam czas czekając aż TVN player pozwoli mi obejrzeć Tap Płacz. Nie cierpię szwedzkich nastolatków. Nie wiem czy oni ich tam wychowują bezstresowo, czy Szwecja to po prostu kolejny kraj, w którym istnieje stereotyp, że Polska to dzika puszcza i tu wolno zachowywać się jak zwierzęta. Każdą kolejną grupę staram się wyprowadzać z błędu. Z tą mi nawet wychodzi, bo co chwilę któryś przychodzi i do naszego słoiko-wazonika na TIPy wrzuca trochę grosza, chwaląc moją skromna osobę, łechtając przy tym moje ego. Najwyraźniej jestem miła i cool. No i mam rude włosy, ale to już w moim miejscu pracy standard. Nawet już nie liczę ile zarobiłam dzięki kolorze moich włosów. W każdym miesiącu mogę sobie z tych włosowych tipów kupić farbę, co by utrzymać ich zajebistość.

Co do włosów. Coraz silniej z mojej głowy przebija się myśl o dwutonowym kolorze. Bardzo mnie to kusi, oj bardzo. Jak tylko znajdę odrobinę czasu wpadnę do mojej fryzjerki, zapytam ile by mnie taka przyjemność kosztowała i czy w ogóle ma to jakikolwiek sens. http://www.le-happy.com/ Chodzi mi mniej więcej o to, tylko jedna z moich ukochanych bloggerek ma bardziej czerwony niż rudy odcień. We will see.

Nie wiem czy się chwaliłam, że zawiodła mnie kolejna "przyjaciółka"? Jak nie, to zawiodła. Ogromnie. Zero przeprosin, kolejne wymówki. Jak ludzie mogą tak się zmienić, nie mam pojęcia, ale po prostu wizja (tylko i wyłącznie jej) ogromnych milionów $ wszystko jej przysłoniła, łącznie z jej osobowością. Smutne, ale ja nie będę po raz kolejny sama walczyć o przyjaźń. Wiem, że część z Was powie, że może warto powalczyć, ale ja robiłam to od 1,5 roku. Dałam jej do zrozumienia, że zachowuje się jak ostatnia wredna cipa. Blah, blah, blah, zastanowię się nad swoim zachowaniem. Blah, blah....

I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wpis. Akurat czas na szluga i Tap Madl.

5 komentarze:

agnicha2009 on 2 listopada 2011 22:39 pisze...

pozwoliłam sobie na odwiedziny :)
przykra sprawa z przyjaciółką ale może czas zweryfikować czy to przyjaźń?
miłego oglądania TM! a taki dwutonowy kolor bardzo mi się podoba i myślę, że jest wart zastanowienia :)

eM. on 2 listopada 2011 22:56 pisze...

oo ciekawie moga wygladac takie wloski! :)

Marteniczka on 3 listopada 2011 05:47 pisze...

Foty trzaskaj na koncercie !!! Jaka koszulka ??? chcę zobaczyć ! Już ! :)
Pozdrawiam z Pyrlandii !
ano tak ... "przyjaciółki" mają czasami to do siebie,że gubią gdzieś po drodze "musk" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D

agnicha2009 on 3 listopada 2011 10:17 pisze...

a dzięki też uważam, że jest cudny :D (jak każda matka) ;)))
śpiewam od zawsze jak nie w garażu z zespołem to w chórze i mam nadzieję, że nigdy nie przestanę bo bardzo to lubię!
szkoda, że z takiego powodu zniszczyła przyjaźń...

Marta on 4 listopada 2011 20:45 pisze...

ależ ja lubię czytać te twoje długie wpisy:)) buziaki baw się dobrze

Prześlij komentarz

 

Ginger-Charlotte Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
Cake Illustration Copyrighted to Clarice