sobota, 17 kwietnia 2010

Wait, hope & patience - you can as well run away and go fuck yourself.



Nigdy się z tego nie wyleczę. Nigdy.
Mogę popełniać ten sam błąd miliard razy, a i tak za jakiś czas zrobię to jeszcze raz. Miałam nadzieję, że z naiwności się kiedyś wyrasta. A tymczasem im jestem starsza, tym ze mną gorzej. Zawsze muszę wpakować się w jakiś chory układ, w którym nikt nie wie o co chodzi. i to w imię czego?
Że niby kiedyś się zmieni?
Że będę mogła wyjść na ulicę i uśmiechnąć się do kogoś zupełnie nieznajomego?
Że nie będę na non stopie pytać samą siebie czy warto?

Nie zmieni się.

Tyle powinnam już wiedzieć. A pomimo to brnę w te wszystkie meandry gówien. Co jedno to gorsze. Tak bardzo chciałabym pozbyć się nadziei. To wszystko jej wina.



A teraz coś bardziej przyziemnego, niestety niezbyt bardziej optymistycznego. Powiedzcie mi, co jest niezrozumiałego w słowie dyspozycyjność? Moja menagerka zatrudniła, jakiś miesiąc temu nową dziewczynę. między innymi na moją prośbę, bo najzwyczajniej w świecie nie wyrabiałam się z pracą w weekendy. I co? I dzień dobry, dziewcyna pracuje niecały miesiąc. A pełen weekend, który przepracowała ma 1. Słownie jeden! I jutro znów jej nie ma. Kurwa, po to przyszła do pracy, żebym ja mogła wziąć sobie jeden CALY kurwa wolny weekend. Po raz pierwszy od listopada. Ja rozumiem, że ona teraz pisze pracę mgr. Ale skoro ją piszę, to niech nie szuka pracy, albo niech znajdzie taką, która nie koliduje. W ogłoszeniu wyraźnie było napisane! WYMAGANA DYSPOZYCYJNOŚĆ WEEKENDY Ale nie, niech Olusia zajeździ się na śmierć.

7 komentarze:

Marta on 17 kwietnia 2010 21:58 pisze...

ojj tak tylko spokój nas uratuje

Ula Ssss.... on 17 kwietnia 2010 22:06 pisze...

matko i córko, pracowe stresy to nie dla mnie chyba...

Ula Ssss.... on 17 kwietnia 2010 22:10 pisze...

a co do początku...
powiedzmy,ze troche mnie tu nie było . ale sie chyba domyslam,ze buba;>
nie umiem tego wyjaśnic, bo sama robie to samo. moze nie dokladnie. bo jednak jakas tam ostroznosc w postaci "niech wszyscy faceci wypeird***" jest....
ale jak sie nawinal 1 fajniejszy to poszła w pizdu.
wiec rozumiem Cię doskonale.
i nie wiem, czy da sie z tego wyleczyc.
nie, dopóki jesteś spragniona uczuc i czujesz taka potrzebe, będąc zimną suką nei groziłoby... wiec moze dobrze ,ze nei ejstes :*
bo mi juz chyba nie daleko i to nie jest fajne uczucie tak do konca;/

Atrevete on 17 kwietnia 2010 23:26 pisze...

o nie, mistrzynią chorych układów jestem JA!..... ;-/////
Jak już się nawinie jakiś fajniejszy okaz to go spławiam, natomiast nie wiadomo czemu śmiało pakuję się w różne niezrozumiałe relacje... Boże, nigdy się nie zmienię!
"brnę w te wszystkie meandry gówien" haha, spodobało mi się to zdanie :D
czy koleżanka z pracy już była na dywaniku u szefowej? Znając siebie pewnie już dawno "delikatnie" wspomniałabym kierowniczce czy też owej koleżance, że coś nie gra i czas to zmienić! Gdzie pracujesz?

Ula Ssss.... on 18 kwietnia 2010 00:08 pisze...

ojj Mała, co to za madrości :)
ja qrna bym chciała żeby zostało nam same promienienie, bez tych zasranych łez;/
grr....
pajace z wackami!
wolę swojego Cześka, jakby nie było - zawsze jest obok :) spędziłam cały dzien na dupie przed kompem - jestem ślepa i straciłam czucie w nogach, dupie i kręgosłupie;pp

ellemo on 18 kwietnia 2010 09:49 pisze...

chore układy (nie będę się rozpisywać, kto ma wiedzieć ten wie o co kaman) ale dokładnie wiem, o czym spikasz .....

a dziewczynę ustaw do pionu! i to szybko!

Ula Ssss.... on 18 kwietnia 2010 10:48 pisze...

Czesiek mówi, im mniej tym lepiej - całkiem odwrotnie niz ja ;p ale on zawsze był mało wymagajacy.
nie siedzialabym. ale czy jest wybór.....

miłego dnia! :)

swoją droga - koment o 6. ????? jezu. ja wtedy zaledwie byłam w połowie snu ;p

Prześlij komentarz

 

Ginger-Charlotte Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
Cake Illustration Copyrighted to Clarice