sobota, 20 marca 2010

sponsor tytułu - dalej bez zmian :)




Okej, może tym razem uda mi się skrobnąć coś więcej, tak w ramach wyjaśnień. I nie, zdjęcia dalej nie będzie.

Pana Q. poznałam kiedyś, nie potrafię określić miejsca ani czasu, to było tylko na "cześć, Olka. Cześć ***" Potem, prawdopodobnie kilka miesięcy później Q. i M. przyjechali do mnie do domku nad jeziorem, na popołudnie samo, żeby chwilę posiedzieć nad jeziorem, wpierdolić karkówkę z grilla i zabrać przyjaciółkę, która ze mną wtedy była z powrotem do Krk. No i wtedy Charlotte trafiło. Przez baaardzo długi okres nic się na tym froncie nie działo, ot, tego samego dnia jak wyjechali ode mnie, wysłał mi zaproszenie na nk, potem raz staliśmy razem na światłach, to sobie chwilę pogadaliśmy, ale oprócz tego bez rewelacji, więc ja skupiłam się na innych rzeczach.

Sama nie wiem kiedy, ale pewnego pięknego dnia dzwoni do mnie moja przyjaciółka i pyta czy bym nie pojechała z nimi na błonia, no i w sumie od tego się wszystko zaczęło... Idzie baaaardzo powoli, ale mam za sobą wystarczająco dużo 'szybkich' znajomości, żeby docenić to tempo :)Oczywiście za każdym razem, kiedy się widzimy to ja próbuje flirtować (słowo 'próbuję' użyte celowo, bo chyba wypadłam z wprawy) no i w sumie... Przeważnie spotykamy się w 4... Aż do wczoraj... W sumie to wszystko tak z dupy wyszło :P Ja miałam wybitnie zjebany humor i za wszelką cenę chciałam wyjść z domu, on też nie mógł usiedzieć, więc zaproponował, żebyśmy wyszli. Mi dwa razy powtarzać nie trzeba :)) Więc Q. poszedł się wypachnić, ogolić i zajechał po Charlotte. Ja nie wiem co ze mną jest nie tak, że jak widzę gościa za kierownicą to muszę uważać, żeby mu tapicerki nie zaślinić. Pojechaliśmy sobie do parku, posiedzieliśmy, ja przy piwku, Q. przy nestea, pośmialiśmy się. Bo jak wiadomo 2 osoby z tak samo zjebanym, szyderczym poczuciem humoru to kombinacja wybuchowa ;)
Zrobiło się trochę zimno, a genialny Q. był w samej bluzie... I do tego głodny, a wszyscy wiemy, że głodny facet to zły facet, więc pojechaliśmy coś wszamać, to oznaczy on jadł, a ja wykonywałam telefony, bo byliśmy bardzo blisko miejsca, w którym mieszka jego przyjaciel i przy okazji 1/4 naszego standardowego składu. Potem doszło jeszcze 2 jego kumpli. A jak wiadomo, należy zostać najpierw zaakceptowaną przez ziomków (:D), co mam nadzieję mi się udało. Po tym wszystkim pojechaliśmy po moją K. do pracy, bo przecież ten kołchoz, w którym pracuje wypuszcza ludzi z pracy o północy, a wiadomo, że komunikacja miejsca w nocy jest miliard razy gorsza niż w dzień.
Zasadniczo byłam przekonana, że K. będzie wiedziała, że ja tam będę, więc nie zdziwłio mnie specjalnie, że nie wykazała swojego zdziwienia, ale jak zostałyśmy na chwilę same, zasypała mnie gradem pytań :) Nie będę się rozpisywać na temat wszystkiego co się działo, ale wróciłam do domu z ogromnym uśmiechem na twarzy :) Mamy też pomysł na wakacje... Ale to na razie tylko pomysł, który, nie powiem, bardzo mi się podoba :) Reszty rzeczy nie będę zdradzać, for now, anyway ;)

Rozmawiałam z nim przed chwilą :) i jutro po pracy jadę do niego pomóc mu się uczyć. Co z tego wyniknie, nie wiem, ale troszkę się denerwuje. Okej, bardzo się denerwuję, w sensie poztywnym OFC... Więc, lejdis, kciuki za szczęśliwy bieg dalszych zdarzeń proszę trzymać :)

4 komentarze:

Magdalena on 20 marca 2010 21:11 pisze...

oo super :))

Marta on 21 marca 2010 10:29 pisze...

ten tatuaż to twój??super super,a z tego co piszesz przypominają mi się czasy kiedy o tej porze roku z piwkiem przesiadywałam na pewną rzeczka z bardzo miłym człowiekiem ehhh

Ce que la femme veut on 21 marca 2010 12:05 pisze...

a czego go będziesz uczyć ?

Ce que la femme veut on 21 marca 2010 12:39 pisze...

stosunków powiadasz .... :)))

Prześlij komentarz

 

Ginger-Charlotte Copyright © 2009 Designed by Ipietoon Blogger Template In collaboration with fifa
Cake Illustration Copyrighted to Clarice